Szkoła powszechna nr 11 im. Ewarysta Estkowskiego
1924 – 1978
Budynki przy ul. Poniatowskiego 2-4, które niemal w niezmienionym stanie przetrwały do naszych czasów, zaprojektowane zostały przez warszawskiego architekta ZDZISŁAWA MĄCZEŃSKIEGO – twórcy m.in. kościoła Matki Bożej Różańcowej na Bródnie w Warszawie, kościołów w Limanowej, Wysowej, Mąkoszynie czy gmachu Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego przy alei Szucha 25.
Do tych budynków w 1924 roku przeniesiono szkołę nr 5 i …?, no właśnie. W dokumencie z 1926 roku nie jest podany numer szkoły, jest opisana jako siedmioklasowa szkoła powszechna im. Ewarysta Estkowskiego.
Jak podaje Wikipedia Ewaryst Estkowski był dziewiętnastowiecznym pedagogiem i działaczem oświatowym działającym głównie na terenie Wielkopolski. Zmarł w 1856 roku w niemieckim Soden w wieku zaledwie 36 lat. Wcześniej, w 1848 roku brał udział w Wiośnie Ludów.
Z innych danych wynika, że przeniesiono tutaj szkołę nr 19. Czy szkoła nr 19 i szkoła bez numeru jedynie z patronem to ta sama szkoła?. Potwierdzeniem tego może być osoba kierownika szkoły czyli JÓZEFA SAJDY (ur. 1893 r., w latach 1920-1924 prowadził wykłady w Robotniczym Stowarzyszeniu Oświatowym „Światło” w Pabianicach; w 1926 r. był nauczycielem matematyki w Miejskim Koedukacyjnym Seminarium Nauczycielskim w Pabianicach; kierownikiem szkoły powszechnej nr 19 przy ul. Łaskiej 17 w Pabianicach; prezesem Związku Polskiego Nauczycielstwa Szkół Powszechnych, Ognisko w Pabianicach).
W 1926 roku w gronie pedagogicznym byli m. in. Edmund Mielczarek, Józef Józefiak, Stanisław Śliski. ks. Jan Wojna, M. Dąbrowski, H. Staszewska, Rajuszówna czy Dąbrowska.
Co wiemy na pewno to to, że szkole w 1938 roku nadano numer 11.
Ostatnim kierownikiem przed wojną był HENRYK SIEROSŁAWSKI.
W czasie wojny na początku funkcjonował tu jeniecki obóz przejściowy dla polskich oficerów, a potem szkoła dla dzieci niemieckich. Ponownie otwarto ją już 15 lutego 1945 roku.
W latach 1948-54 wraz z „Piątką” i I LO wchodziła w skład Państwowej Jednolitej Szkoły 11-letniej Nr 1.
W latach 60tych kierowniczką szkoły była FELICJA FILIPOWICZ, w gronie pedagogicznym byli też: Tomaszewska od polskiego, Fokczyńska od historii, Gębalska od geografii, Wanda Kołodziejczyk od fizyki i matematyki, Komuńska od chemii, Janina Mielczarek – biologia i WF, Irena Wolniewska od WF, Tadeusz Dłużyński też od WF.
W czerwcu 1978 została włączona do szkoły nr 5.
„Szkoła Podstawowa nr 11 znajduje się przy ulicy Poniatowskiego. Została wybudowana przed II wojną światową. Budynek jest murowany, w dobrym stanie. Znajduje się w nim 13 pomieszczeń, w tym 8 izb lekcyjnych i 3 pracownie: fizyczna, geograficzna i robót ręcznych dla dziewcząt. Do szkoły uczęszcza 445 uczniów. Szkoła jest dobrze wyposażona, ma radio i telewizor. Posiada bibliotekę, salę gimnastyczną oraz gabinety: lekarski i dentystyczny. W szkole uczy zespół 20 nauczycieli.”
Fragment z Monografii Pabianic z 1971. roku.
Ze wspomnień uczniów i uczennic:
„W drugim półroczu przechodzimy do nowo wybudowanej szkoły Nr 19 im. E. Estkowskiego, gdzie ukończyłem szkołę powszechną. W szkole tej postawionej o nowoczesnej technice, mamy osobny budynek, w którym mieści się sala gimnastyczna, są zaprowadzone w szkole warsztaty stolarskie, z których korzystamy i zapoznajemy się z robotą stolarską, zaprowadzona jest pierwsza orkiestra dęta, pierwsza w szkole powszechnej, do której należałem, biorąc udział na różnych szkolnych imprezach. Jednak nie chcąc siedzieć drugi rok w oddziale siódmym, wziąłem się szczerze do nauki i zaniechawszy książek przez ten czas, egzamin zdałem dobrze. Pamiętam jak w siódmym oddziale, był między nami, dość nawet zdolny uczeń, który jednak powszechnie był wyśmiewany przez drugich i przezywany „ofermą”. Nieraz zbytki były tak dokuczliwe, że nie mogąc tego znieść, stawałem w jego obronie. Przyjąłem go do swojej ławki, za co wszyscy na mnie uderzyli i przez jakiś czas byłem wraz z nim ośmieszany. Nie patrzyłem na to. Zdobyłem sobie jednak później u mego „ofermy” taką miłość, że na każdym kroku starał mi się za to odwdzięczyć. W ogóle stawałem zawsze za takimi. Taka już była moja natura. Nie lubiłem natomiast tych kolegów, którzy się wywyższali ponad drugich, chcąc być przewodnikami czy przywódcami innych.
Dobiegał siódmy rok nauki i w dniu 28 czerwca 1926 roku w sali Rady Miejskiej m. Pabianic wychowankowie szkół powszechnych, otrzymali wszyscy na drogę życia podarunek, bo spis praw demokratycznych zawarty w konstytucji, która dla nas miała się stać naszymi ideami w życiu społecznym i politycznym.”
„Do szkoły poszedłem w 1961 roku. W klasie było prawdopodobnie ponad 30 osób. Klasa była koedukacyjna. Do klasy chodziły dzieci z Zamkowej, z Karniszewickiej. Moją wychowawczynią była pani Knop, uczyła polskiego, z pozostałych nauczycieli pamiętam panią Śledzińską, uczyła nas matematyki i śpiewu. Nie był systemu gabinetowego. Chodziliśmy na stołówkę, pamiętam też gabinet dentystyczny. Sala gimnastyczna była wspólna z „Piątką”. Boisko też. Toalety musiały być już w budynku, bo nie pamiętam wychodzenia na zewnątrz”
„Do szkoły chodziłam w latach 1957-1964 . Pierwszą moją wychowawczynią była pani Trojnarska a później Wanda Kołodziejczyk od fizyki, a kierownikiem najpierw ZABOROWSKI, a później FELICJA FILIPOWICZ . Zawsze jak w każdej chyba szkole prawie każdy z nauczycieli miał przezwiska. Geografii uczyła mnie Wanda Chodakowska przezywaliśmy ją ,,Babcia” mieszkała mniej więcej tutaj gdzie obecnie jest szkoła 17. Był tam duży ogród i zapraszała nas na jabłka. Kiedy zaczęto budować 17 – tkę Babcię przesiedlili do bloku na Zamkową, gdy odeszła na emeryturę pałeczkę przejął pan Czyż. Filipowiczowa to ,,Felunia” uczyła polskiego i historii ale naszą klasę historii uczyła Fokczyńska. To była surowa nauczycielka. Ja to miałam przefikane u niej. Wf. mieliśmy z Ireną Wolniewską później,,Długi” to znaczy pan Dłużyński. No i oczywiście Bożka Bożenka Filipowicz Szmytke rysunek i pracę ręczne. Właściwie od Filipowiczów zaczęła prężnie działać drużyna harcerska. Byłam na 4 obozach harcerskich z Bożenką. Na spóźnialskich zawsze czekał w wejściu woźny Beton, rzucał w nas kasztanami. W 1958 lub 59r sporo uczniów z naszej klasy odeszło do 14-ki. Na świetlicę chodziło się do baraku w Ogródku Jordanowskim a na obiad parami do budynku szkoły. W wejściu z prawej strony były schody do szatni i na stołówkę. Na parterze był sekretariat, dentysta i biblioteka, w której urzędowała pani Jopkiewiczowa.
Długi korytarz po bokach klasy, na końcu korytarza wejście na salę gimnastyczną, którą mieliśmy wspólnie z „Piątką” Między szkołami była rywalizacja. Chłopcy rywalizowali, dochodziło do bójek. My ubikacje mieliśmy na boisku i tam na przerwach się rozgrywały porachunki. Dziewczęta to raczej na boisku w dwa ognie. Pamiętam coś takiego, że nawet kwiaty w skrzynkach na parapecie u nas musiały być ładniejsze. W każdej szkole uczyli inni nauczyciele. Z tego co pamiętam to od wf. mieli Szpetną, a my Wolniewską i od śpiewu mieli Pomaza a my wtedy Hannę Budzińską Śledzińską. Śledzińska przeszła do II LO i uczyła tam matematyki. System nie był gabinetowy. Mieliśmy jedynie klasę, w której było pianino i na pierwszym piętrze gabinet chemii i fizyki. Na piętrze miały klasy starsi uczniowie i chyba był pokój nauczycielski. Po lekcjach można było zostać na świetlicy odrobić lekcje. Z dodatkowych zajęć były rysunki, SKS i zbiórki harcerskie. Bożena Szmytke organizowała święto latawca, święto pieczonego ziemniaka, biwaki. Nasza drużyna miała własne dwa namioty, nie hufcowe. Wtedy to był sukces. Organizowane były potańcówki i co ciekawe nie z 5-ką ,a z 9-ką”
