Szkoła Powszechna im. Adama Mickiewicza
1918 – 1979
W 1918 roku, po likwidacji szkół fabrycznych powstały nowe szkoły polskie powszechne dla dzieci ze zlikwidowanych szkół. I tak po lewej stronie budynku frontowego przy ul. Mariańskiej 4/6 mieściła się Szkoła nr 5 zajmująca cztery izby lekcyjne. Piątka w 1924 roku wyprowadziła się na Łaską 17 (dziś Zamkowa 65). W prawej oficynie znajdowała się szkoła żeńska do 1918 numer 2, a w latach 1918-32 – numer 8.
Po prawej stronie budynku frontowego znalazła się Szkoła nr 6. Na początku też miała tylko 4 izby lekcyjne, ale przejmując pomieszczenia po piątce i ósemce już w 1932 roku dysponowała 13 pomieszczeniami do nauki. Nosiła imię Adama Mickiewicza. W latach 1918 – 1933 kierownikiem był RUDOLF STANISŁAW SZEFER, po nim Bronisław Trojnarski a od 1939 roku Kaźmierz Piechucki.
W 10. rocznicę odzyskania niepodległości, w 1928 roku w ścianę oficyny wmurowano tablicę, którą można zobaczyć do dziś: „Uczniowie i uczennice 7-klasowych Szkół Powszechnych imienia Adama Mickiewicza i Marii Konopnickiej w radosną rocznicę odzyskania niepodległości Ojczyzny. Dla Ciebie Polsko chcemy żyć.1918-1928”.
W czasie okupacji szkoła działała od 15 października 1939 do 18 stycznia 1940 roku. Potem od lutego 1940 roku, aż do wyzwolenia mieściła się tu szkoła półśrednia dla dzieci niemieckich.
„Szóstka” wznowiła swoją działalność już 15 lutego 1945 roku Działała do 31 sierpnia 1979 roku. Wtedy klasy siódme i ósme przeniesiono do budynku I LO przy Moniuszki tworząc Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 2.
„Szkoła Podstawowa nr 6 im. Adama Mickiewicza położona przy ulicy Mariańskiej wybudowana została przed I wojną światową. Należała wtedy do parafii Mariawitów. Szkoła liczy 10 klas. Uczęszcza do niej 500 uczniów, w tej liczbie również z pobliskich wiosek Rydzyn i Bychlewa. Budynek szkolny jest murowany, w dobrym stanie. Znajduje się w nim 13 pomieszczeń, w tym 9 izb lekcyjnych, pracownia fizyczno-chemiczna, sala gimnastyczna, biblioteka, świetlica z radiem i telewizorem, gabinet lekarski. Przy szkole znajduje się ogródek szkolny i boisko z urządzeniami sportowymi. W szkole pracuje 17 nauczycieli.”
Fragment z Monografii Pabianic z 1971 roku.
Ze wspomnień uczennic i uczniów:
„Jestem absolwentką SP nr 6, dyrektorką była pani Teresa Zapędowska, wychowawczynią pani Smoleń.”
„Chodziłam najpierw do podstawówki przy II LO, pierwsze dwa lata, potem ją zlikwidowano, do „Szóstki” trafiłam od 3 klasy, w 1962 roku, skończyłam w 1968. W tym budynku po lewej stronie były klasy 1-4, a w tym po prawej klasy 5-8. W tych małych budyneczkach w głębi były ubikacje, łącznikiem między budynkami przechodziło się do biblioteki szkolnej, chodziłam do niej często, bo lubiłam czytać. Sala gimnastyczna była na parterze i przebieralnia na piętrze, W tej szkole zaraziłam się pasją do sportu, dwa razy w tygodniu popołudniami chodziłam na SKS-y; jako drużyna „Szóstki” braliśmy udział w czwórbojach na stadionie Włókniarza. Najpierw moją wychowawczynią była pani Gniatkowska, a w wyższych klasach pani Likońska, od polskiego, matematyki uczyła mnie pani Budzińska, wspominam ją bardzo dobrze. Od śpiewu była pani Ziuta, nie pamiętam nazwiska. Jak uczniowie rozrabiali to wyciągała liniał i biła po łapach. Chłopcy byli cwani i uciekali przez okna na parterze. Korytarz był przez środek budynku. Pamiętam piece kaflowe w klasach. Pod tą tablicą (pamiątkową – dop. TMDP) odbywały się apele. Komórki były tak jak dziś. W szkole był zespół z różnych klas, który śpiewał. Nazywał się „Biedroneczki są w kropeczki”. Występowali na akademiach, a także poza szkołą. Były podwójne ciągi. W mojej klasie było 9 dziewcząt i dużo chłopców.”
„Ja do szkoły chodziłam od 1963 do 71 roku. Bardzo mile wspominam tę szkołę, Moją wychowawczynią w klasach 1-3 była pani Wojna, a potem pani Helena Fiks. Ona uczyła w-fu, bardo dobra wuefistka, Nowak był od chłopaków, a Fiksowa dziewczyny miała. Nowak uczył mnie też chemii. Budzińska była od matematyki, Likońska uczyła polskiego, Smoleniowa od rosyjskiego. Mikowa taka szczupła, zawsze z wskaźnikiem, uczyła historii. Była bardzo ostra, najbardziej się jej baliśmy. Woźny był zarąbisty, pamiętam te ubikacje na zewnątrz, to była szkoła z taką duszą. Sala gimnastyczna była przy Orlej. Z okien sali na parterze uciekało się na podwórko. Boisko było z tamtej strony. Na dole od ulicy były praktyki i gabinet dentystyczny. Dyrektorką była Glinkowska. Szkoła wygrywała dużo zawodów sportowych właśnie dzięki zaangażowaniu pani Fiksowej. Spotkaliśmy się z 8 lat temu , była p. Budzińska”
„Do szkoły chodziłem od 1968 do 76 roku. Moją wychowawczynią była pani Dobrogoszcz. Przez wszystkie lata mieliśmy swoją klasę w budynku frontowym na piętrze, z oknami na toalety, obok higienistki i gabinetu stomatologicznego. Do drugiego budynku chodziliśmy do pracowni chemicznej. Sala gimnastyczna była w budynku połączonym z oficyną, przechodziło się przez łącznik, na górze były przebieralnie i biblioteka. W budynku oficyny na dole jak szło się korytarzem to po prawej była stołówka i świetlica, a w lewo się skręcało w taki korytarzyk do szatni i na salę gimnastyczną. Sala gimnastyczna była niska i mała. Nie pamiętam wfu na hali przy Orlej, graliśmy tam jedynie jako reprezentacja szkoły mecze piłki ręcznej w turniejach międzyszkolnych. Gabinet dyrektora i pokój nauczycielski też był w budynku w podwórku. Była tam też sala z pianinem. Z innych nauczycieli pamiętam panią Zenobię Smoleń od rosyjskiego, panią Pomorską – polonistkę, Mik – historyczka, miała ksywę „Szpila”, nie wiem czy ze wskaźnika czy ostra była ale tak na nią mówiliśmy. Raszewska czy Raszyńska od geografii. Michał Holc chyba od muzyki, Bronek Szwagrzak od wfu. Dyrektorką była pani Glinkowska, starsza pani. Pani Smoleń oprócz rosyjskiego uczyła nas ideologii. Pamiętam jak nam opowiadała na lekcjach jak to w Związku Radzieckim dobrze się żyje, nie płaci się za komunikację. Śpiewu uczyła nas pani Zyta, albo Ziuta, wszyscy tak na nią mówiliśmy, nie pamiętam nazwiska. Grała na skrzypcach a my na flecikach.
W klasach stały piece kaflowe, a obok nich węglarki. Rano przed lekcjami woźny chodził po klasach, wybierał popiół i rozpalał w piecach. Zimą, a zimy były wtedy inne niż dzisiaj to zanim się rozpaliło dobrze i klasa się nagrzała to siedzieliśmy w kurtkach. Klasy były duże, wysokie, bo to stare budownictwo, okna nieszczelne, więc te mrozy dawały popalić.
Toaleta była najsłabszym ogniwem tego miejsca. Na zewnątrz, na tzw. kucanego, tylko dziura w podłodze, bez umywalek czy bez ogrzewania. Nie było już chyba innej szkoły, która by miała takie toalety. Drugą zmorą tego miejsca była tzw. fala czyli znęcanie się starszych uczniów nad młodszymi. Wtedy razem uczyły się dzieci siedmioletnie i piętnastoletnie, a jak niektórzy zostawali na drugi rok raz czy drugi to nawet siedemnastoletnie. Pamiętam te „tortury”, jak te dzieciaki małe dostawały czasem po pecynach, czy kopniaka w newralgicznym momencie kucnięcia. Ja akurat miałem blisko do szkoły więc jak potrzebowałem skorzystać, to dymałem na długiej przerwie do domu. To była mała szkoła, były tylko klasy A i B. Jednocześnie to była biedna szkoła, do szkoły chodziły dzieci z Łąkowej, Pięknej, Żurawiej, Żabiej, Widok, pamiętam że na tych turniejach międzyszkolnych zazdrościliśmy uczniom z Dwójki czy Piętnastki jednolitych strojów sportowych, nas nie było stać na to.
Boisko szkolne było tam gdzie obecnie stacja kontroli pojazdów. Nie trzeba było iść ulicą, było przejście tyłami. Były bramki, metrowy murek, siatka od ulicy, brama wjazdowa. Nawierzchnia szutrowo-piaszczysta, więc po wfie człowiek był czarny, a nie daj Boże jak się jeszcze przewrócił, to tragedia. Woźny nazywał się Jaruga, mieszkał na terenie szkoły. Pamiętam, że jak go wkurzyliśmy to rzucał w nas pękami kluczy.
Co do kar – pani Dobrogoszcz ciągnęła za pejsiki, Zyta waliła łapy liniałem, aż dłonie puchły. Stanie w kącie to standardowo.
Życie tętniło na przerwach. Z uwagi na to, że w szkole było ciasno, to jak tylko było ciepło, to przerwy spędzało się na zewnątrz. Grało się w gumę, w chłopka. Ponieważ to były czasy zwycięstw Polaków w Wyścigu Pokoju to oczywiście grało się też w kapsle. Ale dużo czasu spędzałem też w świetlicy szkolnej, graliśmy w chińczyka albo w karty w makao.”
„Chodziłam do SP nr 6 w latach 1953-1960. Najmilsze lata szkolne i dwie kochane nauczycielki Pani Apolonia Tomczykowska moja wychowawczyni i nauczycielka w klasach 1-3, a do końca w-f i pani od matematyki Raszke. Wspomnień mam wiele – same miłe. I koleżeństwo z tamtych lat do dzisiaj pamiętam a z niektórymi mam kontakt co prawda sporadyczny, bo jesteśmy już wiekowi i inne sprawy nas pochłonęły.”
Nauczycielka tak wspomina tę szkołę:
„Pracowałam w SP6 od 1965 roku. Dyrektorką była Eugenia Glinkowska do 1972 roku, a potem Teresa Zapędowska przez kolejne 6 lat a potem Likońska już tylko jeden rok – 1978-1979 i w 1979 roku SP 6 została zlikwidowana. Dlaczego zlikwidowali SP6? Ona umierała śmiercią naturalną, tam nie było warunków, nie było toalety w budynku, tylko na zewnątrz. Jak przyszła Zapędowska kazała zrobić na pyłochłonie (na podłodze, taka czarna mazia) wykładziny i wtedy dzieci dopiero łapcie na zmianę przynosiły. Ale w ogóle nie było tam porządnej klatki schodowej, klatka była wąziutka. Zimą dzieci nie miały gdzie przebywać, nie było korytarzy jak w normalnych szkołach. Albo siedziały w klasie albo latem na boisko. Nie było klasopracowni. Była tylko pracownia fizykochemiczna i żadnej innej. Wszystkie lekcje były w jednej klasie przypisanej do danej klasy. Przyrządy trzeba było nosić ze sobą. Na dole był chyba na to schowek. Dużo osób które tam pracowały już nie żyją. Pamiętam prawie wszystkich nauczycieli. Była Basia Nowak – przychodzi nadal na zebrania do związku, uczyła rysunku i wychowania plastycznego. Muzyczne – Ziuta Oleszczykowa, polskiego uczyły Likońska i Pomorska. Rosyjskiego Smoleniowa, historii, geografii i wosu uczyła Jadźka Mik, biologii Glinkowska a potem Dobrogoszczowa i pracowała do końca. Była wychowawczynią Habury, ale nie Krzysztofa tylko jego brata Jarka. Chemii i wf uczył Grzesiek Nowak, kończyliśmy razem studia. Tereska Raszewska uczyła w młodszych klasach. Wf uczyła jeszcze Helenka Jędrczak. Jeszcze była Piechucka w młodszych klasach. Jak zaczynałam było 16 oddziałów. Z 56 rocznika to były nawet 3 klasy w roczników. Tak to były po dwie. Ósmych klas jeszcze wtedy nie było, dopiero od 1966. Potem jak na Bugaju zaczęło się budować bloki to dzieci zaczęły odchodzić do SP17. Siedemnastka w 1965 była oddana, myśmy nawet z klasą byli na jej otwarciu. W II LO była SP 13, dopiero jak na Sempołowskiej pobudowali budynek to tam przenieśli SP13. W SP6 były grzeczne dzieci, nie pamiętam żadnej afery czy głośnej sprawy. Pamiętam jednego ucznia jak na klasówce mi napisał: 1. Nie wiem, 2. Nie wiem. 3. Nie wiem, 4 i 5 tak samo, a na końcu mi napisał „robiliśmy takie w klasie”. Kiedyś wychowawstwo dostawałam od 5 klasy. Potem miały być 10 latki, ale jakoś do tego nie doszło i zakończyły się klasy na 1-8.”
Należy jeszcze wspomnieć, że w roku szkolnym 1919/1920 w pomieszczeniach szkoły numer 6 na drugą zmianę działała Szkoła nr 18.
