Szkoła położnych i pielęgniarek

1954 – 1993
Budynek szkolny obecnie

W przedwojennym hotelu „Pod Złotą kotwicą” 1 października 1954 roku zainaugurowała tu swoją działalność PAŃSTWOWA SZKOŁA POŁOŻNYCH będąca 2,5 letnią szkołą pomaturalną. Słuchaczki szkoły mieszkały w internacie na 160 łóżek, salę restauracyjną dawnego hotelu zamieniono na szkolną stołówkę.

Kierowniczką została JADWIGA STODULNA-MIĘTKA i szefowała szkole aż do roku 1991.

Od 1965 roku obok położnych zaczęto też szkolić tu pielęgniarki. Od 1971 działało tu MEDYCZNE STUDIUM ZAWODOWE z Wydziałem Położnictwa i Wydziałem Pielęgniarstwa.

Nauczycielami byli m.in. dr Zenon Owczarczyk, dr Janusz Kiciński, Eugeniusz Graczyk, Halina Szabałkin, Czesława Błochowiak, Bronisława Harasym, Janina Hertel, Elżbieta Lewińska, Danuta Kopias czy Teresa Predel.
Ponadto w historii tej szkoły zapisali się palacz Henryk Kowalski, woźna Regina Suska, sekretarka Jadwiga Walkowiak, kierownik chóru Jerzy Hilebrand, kierowniczka Domu Słuchacza – Stanisława Wesełucha.

12 maja 1984 roku szkole nadano imię Stanisławy Leszczyńskiej – polskiej położnej, która odbierała porody w obozie koncentracyjnym.

Kierowniczką w latach 1991-1995 była ZDZISŁAWA GĄSIOROWSKA.

Szkoła zakończyła działalność 31 sierpnia 1993 roku – kadrę i słuchaczki przeniesiono do liceum medycznego w Łodzi.

Szkoła była szkołą żeńską, a słuchaczki mieszkały na miejscu – w Domu Słuchacza (internacie). Do legendy przeszły akrobacje adoratorów, którzy po rynnach, wąskich gzymsach próbowali dostać się do małych okienek na poddaszu gdzie były pokoje mieszkalne.

Ze wspomnień słuchaczek:

„Do szkoły uczęszczałam w latach 1965-67, wtedy właśnie otworzono kierunek pielęgniarstwa, bo do tej pory było tylko położnictwo. Nasz zespól był więc pierwszym zespołem, a z nami zaczynał naukę już chyba jak pamiętam dwunasty zespół położnych (tyle lat już ta szkoła istniała). Od naszego roku słuchaczki z Pabianic nie musiały mieszkać w internacie tak jak do tej pory, więc wraz z koleżanką mieszkałyśmy w domach rodzinnych i do szkoły na zajęcia dojeżdżałyśmy w różnych godzinach. Jak zaczynałyśmy było nas 45, kończyłyśmy w 29, pozostałe gdzieś po drodze rezygnowały. Z Pabianic byłyśmy dwie, ale jedna koleżanka z Zapolic mieszkała na stancji u cioci, więc byłyśmy we trzy, a reszta mieszkała w internacie. Jeśli chodzi o nauczycieli to pamiętam: instruktorki; Aurelia Brych postrach słuchaczek od nauczania pielęgniarstwa ogólnego, Halina Bochniak, p. Lewińska, Śliwinska, Agnieszka Brych – opiekunka naszego roku (przemiła osoba), p. Czesia Błochowiak.. Wykładowcami byli też lekarze z Pabianic i Łodzi. Pamiętam przemiłego magistra Graczyka, z którym mieliśmy wykłady z socjologii, czy mgr Supersona od farmakologii.

Praktyki miałyśmy w łódzkich szpitalach. Naszym szpitalem”matką” był szpital wojskowy WAM przy ul. Żeromskiego w Lodzi. Tam miałyśmy praktyki na oddziałach: interny, chirurgii miękkiej, chirurgii ortopedycznej. Oddział położniczo ginekologiczny i noworodkowy w szpitalu na ul. Skłodowskiej. Oddział dziecięcy i tzw. dzieci starszych w szpitalu im. Korczaka na Armii Czerwonej. Miałyśmy jeszcze tydzień praktyki na psychiatrii w tzw. Kochanówku, tzn w Łodzi przy Aleksandrowskiej.

Dyrektorem była za moich czasów pani Stodulna-Miętka, która wszystko trzymała w dyscyplinie i rygorze. Nie wolno nam było wyjść podczas zajęć w mundurku przed drzwi szkoły. Pamiętam jak miałam to „szczęście” spotkać się oko w oko z dyrekcją, gdy wyszłam na zewnątrz, aby powiedzieć chłopakowi o której kończę. Zaraz było wezwanie na dywanik, przesłuchanie – kto to? po co wyszłam? i to ostatnie pytanie, a czy jesteś pewna, że się z Tobą ożeni? Ożenił się i już nam minęło 56 lat…

Była dyscyplina, my z miasta tak tego nie doświadczałyśmy, ale koleżanki z internatu płakały nie raz. Miałyśmy taką ksywkę „strzykawy” więc jak wychodziłyśmy z szkoły, a przechodziła młodzież rodzaju męskiego,to od razu taki epitecik leciał w naszą stronę.

Jeśli chodzi o męskie wycieczki – znam to z opowieści, o podglądaniu przez okna wychodzące na park czy wchodzeniu na drzewa i podglądaniu. O wycieczkach to za naszych czasów nie mogło być mowy bo jeśli ktoś z zewnątrz był w pokoju, to słuchaczka żegnała się z pobytem w internacie, albo musiała opłacać. Jak pamiętam, to wszystkie otrzymywały stypendium, którego suma pokrywała koszt mieszkania i wyżywienia w internacie.”

„Lata, w których chodziłam do szkoły to 1990-93. Dyrektorem szkoły była Bronisława Harasym (przezwisko Bonia), opiekunem grupy położnych była Elżbieta Lewińska, a w latach 1992-93 pani Jadwiga Gorzkiewicz, prowadziła z nami praktyki na oddziałach internistycznych. Najbardziej baliśmy się Elżbiety Kubańskiej, prowadziła z nami anatomię i była bardzo wymagająca. Ginekologię wykładała pani  dr Barbara Sztuka, przy pierwszym zaliczeniu u niej pozwalała nam ściągać, natomiast przy kolejnych sprawdzianach/zaliczeniach bardzo nas pilnowała. Praktyki na bloku porodowym odbywały się z panią Judytą Dobrowolską, była postrachem wszystkich uczennic w szkole. W szkole często odbywały się spotkania ze znanymi osobami np. dziećmi Stanisławy Leszczyńskiej (patronki szkoły).”