Szkoła powszechna nr 7
1946 – 1972
W 1945 roku szkoła nr 7 była początkowo czynna przy ul. Tuszyńskiej 30 czyli w dzisiejszej „Ósemce” po czym przeniesiono ją do budynku przy ul. Kaplicznej. O historii przedwojennej szkoły nr 7 przeczytasz tutaj.
Warunki lokalowe były ciężkie, toalety były na podwórku, było 6 klas lekcyjnych, nie było szatni, sali gimnastycznej ani boiska. Kierownikiem był BRONISŁAW STALESKI, a nauczycielami m.in.: Leokadia Kneblewska, Jadwiga Nowakowska, Aniela Kwiecińska, Józefa Matłaszek, Tadeusz Bulzacki.
Zamknięto ją w sierpniu 1972 r. Budynek przejęło kuratorium oświaty i utworzyło tu szkołę zawodową o kierunku budowlanym. Budynek w 2011 roku odzyskała gmina żydowska i sprzedała osobom prywatnym.
„Murowany budynek szkolny jest w dobrym stanie. Znajduje się w nim 11 pomieszczeń: 8 izb lekcyjnych, pracownia fizyczno-chemiczna, biblioteka, gabinet lekarski. Szkoła wyposażona jest w boisko z urządzeniami sportowymi, w radio i telewizor. Pracuje w niej 12 nauczycieli.”
Fragment z Monografii Pabianic z 1971 roku.
Ze wspomnień uczennicy:
„Do szkoły poszłam od 6 lat, w 1952 roku. Skończyłam, po 7 klasie, w 1959 roku. Moją pierwszą wychowawczynią była pani Leokadia Kneblewska, polonistka, wspaniała postać. Potem moją wychowawczynią była pani Genowefa Durajska, od matematyki. Mieszkała naprzeciw szkoły. Nauczyciele w tamtych latach byli oddani dzieciakom, pamiętam, że pani Kneblewska chcąc czegoś więcej nauczyć nas, zapraszała do siebie do domu, robiła jakieś dyktanda, dodatkowe ćwiczenia. Zależało jej na naszych dobrych ocenach. Szkoła miała normalny poziom, pamiętam dzieci z rodzin repatriacyjnych.
Państwo Plackowie – woźni – mieszkali na pierwszym piętrze, zajmowali narożną część. Wszystkie sale były po jednej stronie korytarza, okna na Kapliczną. Przechodziło się przez bramę, wejście na klatkę schodową było z północnego szczytu. Nie było sali gimnastycznej. Podłogi były smarowane tzw. pyłochłonem. Wszystko było czarne, jak ktoś się przewrócił, to od razu brudne rajtuzy czy spodnie.Z innych nauczycieli pamiętam panią Urbankowską, była polonistką, Helenka Sawicka – to była młoda nauczycielka, geografię prowadziła. Tereska, przyszła jako Ropęga, a potem wyszła za pana Sokoła, miała historię, była świeżo po studium nauczycielskim, sympatyczna bardzo. Pani Jadwiga Nowakowska uczyła nas biologii, czasami nie mogła sobie poradzić z uczniami na lekcji.
W późniejszych latach doszła fizyka, uczył nas świętej pamięci pan Włodek Rybicki. Potem był dyrektorem szkoły nr 15. Pan Włodek Rybicki założył w naszej szkole harcerski zespół pieśni i tańca. Oprócz fizyki prowadził też lekcje śpiewu. W tym zespole były osoby z naszej szkoły i ze szkoły nr 2. To była i orkiestra i chór i balet. Byli też soliści. Pan Tadeusz Sokół, mąż pani Teresy Ropęgi-Sokół prowadził ten balet. Mieliśmy szereg występów – w szkole na akademiach, w Pabianicach a nawet poza. Próby odbywały się w szkole, po lekcjach, bo szkoła była jednozmianowa. W repertuarze były pieśni głównie ludowe, nie pamiętam akcentów ideologicznych. Mieliśmy wszyscy mundurki, jednakowe chusty, piękne haftowane z pięciolinią i kluczem wiolinowym, białe, z żółtymi frędzlami.
Religia była w szkole, przychodziła siostra Barbara z Warszawskiej, pabianiczanka zresztą. Nie było sali gimnastycznej, wf przy ładniejszej pogodzie odbywał się na podwórku. Wydaje mi się, że na zajęcia wf chodziliśmy też do „Ósemki”. Ja bardzo dobrze wspominam tę szkołę, całe moje rodzeństwo chodziło do niej przede mną. Za moich czasów kierowniczką była pani MARIA DENUS, taka niewysoka osoba, dość surowa. Toalety były w odrębnym murowanym budynku, przez podwórko szło się do nich szerokim wygodnym chodnikiem. Nie pamiętam czy się nosiło obuwie na zmianę.
Chłopaki jak łobuzowali to dostawali łapy. Pamiętam pompę na podwórku, zieleni tam nie kojarzę. W piątej klasie poszłam do drużyny harcerskiej, moja pierwszą drużynową była Kazia Filipowicz. Nadal mam kontakt z koleżankami, trzymałyśmy się we cztery od podstawówki do końca liceum.”
Do szkoły SP 7 przy ul. Kaplicznej 8 chodziłam w latach 1962-1970 . Szkoła mieściła się w budynku po przedwojennej szkole wyznaniowej, żydowskiej. Warunki pobytu w szkole były raczej bardzo skromne, nawiązujące do czasów przedwojennych – duże piece kaflowe do ogrzewania, podłogi smarowane czarną, brudzącą substancją przeciwpyłową, nieduże sale poza jedną na parterze, ciemne korytarze, toaleta na zewnątrz budynku. Poszłam do szkoły w czasie wyżu demograficznego, dlatego klasy liczyły po 40 i więcej osób. Część uczniów mogła z czasem przejść do SP 10, a od 1965 r. do nowopowstałej szkoły – SP 17. Uczniowie w SP7 pochodzili z różnych środowisk z okolicznych ulic – Kaplicznej (wtedy Pstrowskiego), Konstantynowskiej, Majdany, Młynarskiej a także z pobliskich Rypułtowic. W szkole była codziennie pani pielęgniarka, natomiast do stomatologa chodziliśmy do SP 8.
Na zajęcia wf-u chodziliśmy dwa razy w tygodniu do nowej sali gimnastycznej w SP 8 lub na boisko szkolne. Lekcje wf-u na boisku wyglądały nieco inaczej niż obecnie. W ramach zajęć uczono nadal, jeszcze w początkach lat 60-tych (jak pamiętam z najmłodszych klas) np. metod zachowania w czasie zagrożenia nalotem samolotów lub obrony przed innego typu zagrożeniami wojennymi.
Na boisku szkolnym był jakiś czas duża piaskownica, w której znalazłam drobne pieniądze z czasów wojennych (obok było jednak getto w czasie wojny).
Dyrektorem szkoły i nauczycielem matematyki był ceniony BRONISŁAW STALESKI .Był z pochodzenia Niemcem i prowadził dla chętnych naukę języka niemieckiego. Mało jednak osób wie, że ze względu na swoje pochodzenie bardzo obawiał się powrotu wojny.
Utrzymanie dyscypliny w tak dużych klasach było nieco inne niż obecnie. Najczęściej były pisane uwagi do zeszytu dla rodziców z prośbą o podpis. Czasami stawiano do kąta w klasie, ale zdarzały się także tzw. łapy – bicie po dłoniach drewnianym piórnikiem lub drewnianą wskazówką za nieprzygotowanie do lekcji lub złe zachowanie. Zdarzało się to sporadycznie, ale widocznie nie było wtedy zakazane. Pan dyrektor stosował czasami tzw. kropelki. Niepokornego ucznia zapraszał do oddzielnego pokoju, nie wiadomo co się tam działo, ale uczeń wracał skruszony.
Zajęcia techniczne też wyglądały inaczej, bardziej praktyczne – wykonywaliśmy różne potrawy kulinarne – ciasta , sałatki, była także nauka szycia, haftowania, robienia na drutach, elektryka – robienie np. lampy. Chłopcy mieli nieco inne prace do wykonania.
Szkoła miała bardzo dobrych nauczycieli. Według opinii uczniowie czuli się spokojnie i bezpiecznie. Przez wiele lat naszą wychowawczynią była Pani STANISŁAWA WIETESKA. Poza nauką biologii pani angażowała nas bardzo w różnego typu zajęcia pozalekcyjne np. tańce ludowe – uczyła nas krakowiaka, poloneza, kujawiaka (stroje szyliśmy sami lub z pomocą rodziny). Mogliśmy je zaprezentować w domu kultury, na różnego typu konkursach, podczas marszu po mieście, na akademiach. Przygotowywała także zbiorowe wykonywanie wierszy, utworów poetyckich, które również prezentowaliśmy w różnych miejscach np. w Domu Dziecka.
Pamiętam oczywiście Pana Lecha Wojewnika, który prowadził zajęcia muzyczne, chór szkolny oraz uczył gry na instrumentach (głównie na mandolinie i gitarze). Ja uczyłam się na mandolinie. Języka polskiego uczyła nas Pani Ela Drzewosz, bardzo dobra polonistka. Pani Ela Drzewosz organizowała z kolei przedstawienia teatralne na lekcjach, akademiach, pokazy dla rodziców. Pamiętam przedstawienie wg utworu Adama Mickiewicza- „Pani Twardowska” czy wybrane sceny z filmu „Krzyżacy”. Pracowała wiele lat jeszcze w SP 17. Czasem jeszcze ją spotykam. W najstarszych klasach naszą wychowawczynią była Pani Kozłowska, która także uczyła nas matematyki i fizyki. Pamiętam Panią Durajską – uczyła nas wtedy plastyki ( w starszych rocznikach również matematyki), Panią Podkowę -uczyła geografii, Panią Nowak-uczyła wtedy historii.
Poza wymienionymi osobami, znanymi ze szkoły SP 7 można wspomnieć, że uczęszczał do niej Grzegorz Małolepszy – niestety zmarły w2021 r. muzyk, uznany za Ikonę Kultury Pabianic.
W szkole uczyła również w starszych nieco klasach wf-u –Pani Janina Rosińska, zasłużona biegaczka, która nadal jest aktywna, osiąga bardzo dobre wyniki w konkursach w Polsce i innych krajach (mimo że ma ponad 80 lat).
Szkołę SP 7 wspominam z dużą sympatią . Nadal mamy kontakt z niektórymi osobami z naszej klasy, oraz innych klas, które mieszkają nadal w Pabianicach, w innych miastach Polski lub poza naszym krajem.
